czwartek, 1 maja 2014

Chapter Twenty One: „Welcome Home.”

Rozdział Dwudziesty Pierwszy: „Witaj w domu.”
~*~

- Louis! – krzyknęła na całe gardło, chwiejąc się na nogach. Oparła się dłonią o ścianę w holu, ledwo łapiąc równowagę. – Louis! – powtórzyła równie głośno, cały czas obserwując drzwi.

            Zrezygnowana dokuśtykała z powrotem do pokoju, od razu zajmując miejsce na kanapie, pochylając się i chowając twarz w dłoniach. Chyba tylko ona jest na tyle inteligenta, żeby nie odezwać się nawet słowem do chłopaka, który kilka sekund wcześniej wyznał jej miłość. Wplotła palce we włosy, ciągnąc za nie mocno i zagryzając dolną wargę. Idiotka.  

            W pewnym momencie poczuła, jak ktoś kładzie ręce na jej ramionach i pociera je delikatnie. Szatynka podniosła głowę, dzięki czemu patrzyli sobie w oczy. Chłopak przeniósł dłoń na policzek Madi. Jego kciuk zaczął delikatnie go delikatnie gładzić, przez co po plecach osiemnastolatki przeszedł przyjemny dreszcz. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, przybliżając swoją twarz do twarzy Lou. On nie czekając na nic więcej delikatnie musnął usta Madeleine, czekając na jakąkolwiek reakcję z jej strony. Była ona natychmiastowa. Davies bez zastanowienia zaczęła odwzajemniać pocałunek.

            Wyprostowała się, kiedy Lou podniósł się z podłogi i nie przestając całować dziewczyny, podniósł ją do góry. Oplotła swoimi nogami jego biodra. Gips strasznie jej przeszkadzał, ale starała się jakoś sobie z nim poradzić. Nie wiedziała, gdzie skierował kroki, ale nie było to dla niej teraz ważne. Nagle poczuła twardą ścianę za plecami, o którą oparł ją chłopak. Jęknęła cicho w jego usta, czując dreszcz, rozchodzący się po jej ciele, z powodu niewielkiego bólu, wytworzonego pod wpływem uderzenia.

- Lou, poczekaj. – wyszeptała, odsuwając się od niego i patrząc prosto w jego oczy.

- Już przestaję. – powiedział i chciał postawić ją na podłodze, ale mocniej zacisnęła nogi na jego biodrach.

- Tomlinson, masz mnie posłuchać od początku do końca. – mruknęła ostrzej, łapiąc policzki chłopaka w obie dłonie i sprawiając, że popatrzyli sobie w oczy. – Kocham cię wariacie. W ogóle nie wiem, jak mogłeś pomyśleć coś innego. Ja nie sypiam z byle kim. – nie dała mu nic odpowiedzieć na nowo złączając ich usta w namiętnym pocałunku.

            Poczuła, jak szatyn uśmiecha się, z powrotem zaczynając iść w jakimś kierunku. Domyśliła się, że zmierza do sypialni, kiedy zaczął wchodzić po schodach. Przełożyła swoje ręce na jego szyję i przygryzła delikatnie wargę chłopaka, ciągnąc ją w swoją stronę. On w odpowiedzi mruknął z aprobatą i kopniakiem otworzył drzwi do sypialni. Ostrożnie ułożył ją na pościeli, opierając swoje dłonie po obu stronach głowy szatynki, żeby nie stracić równowagi.

- Jest jeszcze jedna sprawa, zanim całkiem stracę nad sobą panowanie. – wysapał, próbując choć trochę unormować oddech. Kiwnęła głową, że słucha i otworzyła oczy. – Czy nie chciałabyś może zostać moją dziewczyną? – popatrzyła na nią uważnie.

- Chciałabym. – zaśmiała się cicho, podciągając na jego karku i składając delikatny pocałunek na ustach chłopaka.

            Kiedy już miała się odsuwać nie pozwolił jej na to,  przytrzymując ją za głowę i pogłębiając pocałunek. Drugą rękę natomiast wsadził pod sukienkę dziewczyny i zaczął jechać nią coraz wyżej. Materiał bez jakiegokolwiek oporu ustępował, odsłaniając coraz to nowe partie ciała dziewczyny, aż w końcu bezwładnie opadł na podłogę. Louis odsunął się od niej na chwilę, żeby zmierzyć całe ciało dziewczyny pożądliwym wzrokiem. W tym momencie opuściły go wszystkie zahamowania.

~*~

            Madeleine mruknęła coś niewyraźnego pod nosem i otworzyła oczy. Rozejrzała się uważnie dookoła, żeby móc stwierdzić, że nie jest już w szpitalu, a w jakimś pokoju. Chciała się podnieść, jednak uniemożliwiły jej to dwie rzeczy – gips, który sięgał aż do kolana oraz czyjaś ręka, przeplatająca ją w pasie. Zmarszczyła czoło, żeby przypomnieć sobie, gdzie teraz jest. Uśmiechnęła się delikatnie, czując jego zapach, kiedy zaciągnęła się mocniej powietrzem. Uczucie niepewności natychmiast ustąpiło miejsca szczęściu. Wczorajszy wieczór i noc nie odbyły się tylko w jej chorej wyobraźni. Naprawdę jest teraz z Louisem Tomlinson ‘em.

            Odwróciła się po woli przodem do niego, żeby go nie obudzić i zaczęła delikatnie odgarniać mu włosy z twarzy. Wyglądał jak mały, słodki chłopiec. Jakby nie miał żadnych problemów i rzeszy fanek, czekających na jedno jego skinienie palca. Przekręciła głowę w prawo i uśmiechnęła się szerzej, nie mogąc nad tym zapanować. Wreszcie czuła się szczęśliwa. Spuściła wzrok, kiedy jedna myśl wpadła nieproszona do jej umysłu. Czy Louis będzie Robił szatynce wyrzuty, jeżeli będzie chciała się dalej ścigać.

            Położyła głowę z powrotem na poduszce, kiedy chłopak zaczął się budzić. Chciała zobaczyć, jaka będzie jego reakcja, kiedy zobaczy ją w swoim łóżku. Zamknęła oczy, poruszając się nieznacznie. Usłyszała, jak podnosi się i poczuła, że wyciąga rękę spod jej głowy, żeby kilka sekund później zacząć bawić się włosami szatynki. Madeleine dobrze wiedziała, że cały czas na nią patrzy. Jego wzrok niemalże parzył ją w skórę. W pewnym momencie pochylił się nad nią i zaczął delikatnie całować po całej twarzy. Starała się zupełnie zignorować pieszczotę, co w cale nie było takie łatwe, jak się może wydawać.

- I tak wiem, że nie śpisz. – mruknął, nie przerywając wcześniejszej czynności. Otworzyła niechętnie oczy, przecierając je wierzchem dłoni i rozciągając się. Popatrzyła na niego z podniesioną brwią i chciała się podnieść, ale przeszkodziły jej w tym dwie rzeczy.

- Louis, mógłbyś przynieść mi jakieś ubrania? – zapytała niepewnie, patrząc prosto w jego oczy. Chłopak w odpowiedzi zaśmiał się cicho i pokręcił przecząco głową.

- Jakoś wczoraj wieczorem nie przeszkadzał ci fakt, że oglądałem cię bez jakichkolwiek ubrań. – przejechał nosem po szyi dziewczyny, wywołując tym samym dreszcz na całym jej ciele.

- Ej, nie bądź wredny. – oburzyła się, mocniej oplatając całe swoje ciało kołdrą, którą trzymała w dłoniach. Chłopak westchnął cicho, podnosząc się z łóżka i wędrując w kierunku swojej szafy z ubraniami.

            Wyjął swoją pierwszą lepszą koszulkę, a z torby, leżącej na podłodze, bieliznę dla dziewczyny i podał jej to wszystko, wychodząc z pokoju, żeby wziąć szybki prysznic. Szatynka uśmiechnęła się do siebie i podniosła z łóżka, po czym z ubraniami w rękach dokuśtykała do łazienki, która znajdowała się w pokoju Louisa. Umyła się szybko i ubrała. Nie wiedziała, dlaczego, ale uśmiech cały czas nie schodził z jej lekko zarumienionej twarzy. Już dawno nie czuła się tak szczęśliwa. Weszła z powrotem do pokoju, starając się sobie przypomnieć gdzie zostawiła ostatni raz kule.

            Nagle do pokoju wpadli Louis wraz z Niall ‘em. Zamrugała kilkakrotnie, dziękując w duchu, że wyszła z łazienki, bo znając ich stosunek do wszystkiego mogłaby źle na tym wyjść. Spojrzała uważnie po ich szeroko uśmiechniętych twarzach i przyznała sobie  w duchu, że nie jest dobrze. Mieszkała dość długo u swojego brata i zdążyła już zauważyć, że kiedy wszyscy są szczęśliwi w jednym momencie, to znaczy że mają już coś wymyślone i ona najprawdopodobniej na tym ucierpi.

- Jedziemy na obiad do restauracji i nie ma mowy, żebyś się nie zgodziła. – stwierdził blondyn, podając jej czarne trampki. Popatrzyła na niego ironicznym wzrokiem, odrzucając jednego buta na bok, a drugiego wciągnęła na stopę, po czym ciasno zasznurowała.

- Tylko pamiętajcie, że ja nie chcę na tym w żaden sposób ucierpieć. – jęknęła i chciała odebrać kule, które Lou trzymał w rękach, ale chłopak nie pozwolił Madi na to.

            Westchnęła cicho, wiedząc co ją teraz czeka. Szatyn bez słowa podszedł do niej i podniósł, wcześniej oddając wszystko co trzymał w rękach przyjacielowi. Skierowali się do wyjścia, a potem usiedli w samochodzie i ruszyli. Całą drogę przebyli w milczeniu, a ciszę jaka zapanowała w samochodzie przerywało jedynie radio. Madi gorączkowo zastanawiała się nad tym, co może spotkać w miejscu, do którego jadą. Obstawiała napad paparatzi, napad fanek i nic więcej nie była w stanie wymyśleć.

            Z samochodu wyszła o własnych siłach. Odebrała swoje kule i ruszyła w kierunku całkiem przyzwoicie wyglądającej restauracji. Oczywiście wszystko to, czego się obawiała nastąpiło i ledwo powstrzymywała się, żeby nie przyłożyć jakimś rozwrzeszczanym dziewczynom. Widziała rozbawione spojrzenia chłopaków, którzy widzieli jak się męczy, chcąc uniknąć przemocy i jeszcze większej ilości problemów, niż ma na chwilę obecną. W końcu udało im się dotrzeć do środka i zająć jeden z wolnych stolików. Szatynka popatrzyła na chwilę przez okno. Ochrona starała się jak tylko mogła, żeby nie wpuścić nikogo z rozwrzeszczanego tłumu.

- To chore. – mruknęła dziewczyna, podpierając głowę na ręce i obserwując twarze swoich towarzyszy, którzy zawzięcie dyskutowali między sobą na temat tego, co chcą zamówić.

- One nas po prostu kochają. – wyszczerzył się blondyn, machając do dziewczyn.

- To chore. – powtórzyła.

- A tak zmieniając temat. – zaczął Louis sprawiając, że rodzeństwo spojrzało na niego wyczekująco. – Przyszliśmy tutaj, żeby ci coś powiedzieć i żaden z naszych domów, albo twoje mieszkanie, na tym nie ucierpiało. – dodał, spoglądając co chwilę na Niall ‘a. Blondyn odetchnął głęboko.

- Chcieliśmy spróbować jakoś załagodzić sytuację i nasz prawnik rozmawiał z odpowiednimi ludźmi, ale mimo wszystko rozprawa się odbędzie i nikt nie wie, jaką sędzia podejmie decyzję. – mruknął, spuszczając wzrok na swoje splecione palce.

- Spokojnie, poradzę sobie. – mruknęła, odwracając wzrok. Tak naprawdę niczego nie była pewna. Wiedziała tylko, że gliniarz na pewno załatwi jej najgorszego sędziego w całym kraju, żeby miał pewność co do wyroku.

- Ale mamy też dobre wieści! – sytuację postanowił uratować Lou. – Nawet, jeśli pójdziesz do więzienia, to szkoła cię nie wyrzuci. Wyprzedzając twoje kolejne pytanie. Zgodziliśmy się w zamian za to zagrać koncert charytatywny dla syna jednego z nauczycieli.

- Nie musieliście. – spuściła głowę, zagryzając dolną wargę.

- Chcieliśmy. – odpowiedzieli równocześnie, dzięki czemu na twarzy Madeleine pojawił się szeroki uśmiech. Coś w środku podpowiadało jej, że życie w cale nie musi być takie straszne.

Boże, dziękuję ci za tych kretynów.

22 komentarze:

  1. Hej! Super, świetny, cudny , boski rozdział :D Po prostu doczekać się nie mogę następnego :) Mam nadzieje , że dostaniesz się do tej szkoły co chcesz <3 I ogólnie życzę ci wszystkiego dobrego :D
    Dagmara

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział świetny ;)
    To jednozdaniowe podsumowanie podoba mi się najbardziej ;D
    Jaki dzień tygodnia? mi to obojętne, ważne żeby było ;D
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super. Ciekawe czy Madi trafi do więzienia...W sumie to może by było ciekawe,ale tak nie na długo...No nie ważne. XD Rozdział zaczepisty jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Swietny i zajebisty!!! <3
    Chce wiecej. A no i kochaam ta tematyke tego ff!!" ^.^
    @luvmyniallers

    OdpowiedzUsuń
  5. super rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  6. super, ale krotko no :c ahaha ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie, że s parą. Weny życzę i pisz szybko następny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na początku przepraszam, że nie skomentowałam poprzedniego rozdziały, ale nie miałam jak... ten brak czasu -.-"
    Świetny, cudowny, genialny rozdział....
    Mam nadzieje, że Madi nie pójdzie do więzienia (ale znając Ciebie to nie zrobisz tego, bo wtedy pisanie tego bloga byłoby bez sensu :D)
    Podoba mi się to, że Niall i Madi się dogadują.
    Nareszcie Louis i Madi są razem ♥
    Czekam z niecierpliwością na nexta :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Słodko!! Podoba mi się jak oni się o nią troszczą :)
    Świetny rozdział. Czekam na nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurczę, świetny! <3
    Mamy jeszcze trochę czasu. Damy radę wybić te 20 komentarzy! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award. Więcej informacji tutaj:
    http://changes-ff.blogspot.com/p/lie.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialny.
    Szkoda, że nie ma 20 komentarzy.... ;c

    OdpowiedzUsuń
  13. Genialny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  14. świetne. Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mmm...fantastyczny.♥

    OdpowiedzUsuń
  16. rozdzial super, mimo że krótki. Ale i tak fajnie sie czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  17. hej koleżanka poleciła mi tego bloga i naprawde warto! Super:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiem, że nie wywiązaliśmy się jeszcze z komentarzami, ale tak strasznie chcę przeczytać dalsze losy Madi i Louis'a.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dodaj następny rozdział. Jestem ciekawa dlaczego ciągu tej historii ;)

    OdpowiedzUsuń