niedziela, 25 stycznia 2015

Dodatek: A co było później...

         Louis westchnął zmęczony, opadając ciężko na fotel w swojej prywatnej garderobie. Około pięciu minut temu skończył się kolejny koncert jego zespołu i dopiero teraz mógł przestać się uśmiechać. Cała twarz bolała go od ciągłego rozciągania ust w grymasie szczęścia. Jedyne, czego w tym momencie pragnął najbardziej, to gorący prysznic i sen w wygodnym hotelowym łóżku. Nie chodzi o to, że nie był szczęśliwy. Po prostu przez cały czas brakowało mu tej jednej, najważniejszej osoby, jaką była drobna, niepozorna brunetka, która całkiem niedawno przestała być nastolatką. Mimowolnie i pomimo bólu, uśmiechnął się delikatnie na samo wspomnienie Madeleine. Chciałby móc się do niej przytulić; schować głowę w zagłębieniu jej szyi i przyciągnąć do siebie – schować się za nią przed całym światem. Oddałby wszystko za chociaż kilka minut jej bliskości.

Zrezygnowany pokręcił głową, chcąc wyrzucić z niej niepotrzebne myśli. Jeszcze chwila i rozpłacze się jak małe dziecko, które nie dostało lizaka. Czuł się fatalnie i nawet nie mógł iść na piwo, bo zaraz dorwałyby go hieny z gazet plotkarskich, a ostatnią rzeczą, jaka sprawiłaby mu przyjemność było użeranie się z nimi wszystkimi. Właśnie dlatego postanowił jedynie przebrać się w jakieś czyste, nieprzepocone ciuchy i przespać samotnie kolejną noc.

~*~

- Dalej Madi, bo on zaraz znów wróci do pokoju hotelowego, użalać się nad samym sobą! – blondyn wbiegł do niewielkiego pokoju, gdzie znajdowała się jego młodsza, przyrodnia siostra, siedząca w dość sporych rozmiarów kartonie i trójka przyjaciół.

- Spokojnie, Niall. Powiedzieliśmy ochroniarzom, żeby w razie czego go nie wypuszczali, bo mamy dla niego niespodziankę – Liam przewróciła oczami, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. On również cieszył się, że w końcu poprawią humor piątemu z nich, ale był zdecydowanie mniej podniecony tym wszystkim niż jasnowłosy.

- Poza tym ja dalej nie wiem, czy chcę, żebyście zamknęli mnie w kartonowym pudle i obwiązali dookoła papierem ozdobnym. Przecież zawsze możecie zapomnieć zrobić mi otwory do oddychania – mruknęła Davies, podciągając kolana pod brodę i owijając nogi na wysokości piszczeli. Tak strasznie chciała zobaczyć już Louisa, ale One Direction jak zawsze musi wszystko utrudniać do czegoś wręcz niemożliwego do wykonania.

- Zawsze możemy wyjąć cię z pudła i tylko obwinąć – fuknął blondyn, krzyżując ręce na piersi i odwracając się tyłem do wszystkich. Szatynka przewróciła oczami, doskonale wiedząc, że Horan właśnie się obraził. Jednak jakoś nie za bardzo ją to obeszło.

- Dobra, Madeleine. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej będziecie mogli pieprzyć się z Tommo, więc z łaski swojej, pochyl się do przodu, albo połóż, żebyśmy mogli zamknąć to cholerstwo – mruknął Zayn, podnosząc się z krzesła.

         Madi, nie mając nic więcej do powiedzenia i chcąc świętego spokoju, bez słowa sprzeciwu ułożyła się wygodnie w kartonie i zamknęła oczy. Miała cichą nadzieję, że chłopaki przynajmniej postarają się być delikatni w tym, co będą robić. I tak ma już wystarczająco dużo siniaków na ciele, żeby teraz robić sobie kolejne.

~*~

- Louis! – krzyknął głośno Harry, wpadając do garderoby swojego najlepszego przyjaciela. Szatyn westchnął ciężko, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że skoro Styles postanowił do niego przyjść, to nie ma co liczyć na to, że szybko odpocznie. Przybrał na twarzy sztuczny uśmiech i odwrócił się do niego przodem.

- Co jest, chłopaki? – zapytał, zauważając w wejściu również całą resztę przyjaciół. Podniósł wysoko brew, kiedy dostrzegł ogromne pudło, przewiązane kolorową wstążką i zapakowane w papier ozdobny. – Co to jest?

- Nie wiem. Najprawdopodobniej fanki zrobiły ci prezent, bo jest podpisany twoim imieniem – rzucił luźno Liam, stawiając pakunek na samym środku pomieszczenia. Szatyn natychmiast zerwał się z miejsca i zaczął uważnie przyglądać podarunkowi z każdej strony.

- No dalej, Lou. Otwieraj! – krzyknął Niall, ale jego szeroki uśmiech zaraz został zastąp przez grymas bólu, ponieważ któryś z chłopaków mocno kopnął go w łydkę, chcąc doprowadzić go do porządku, ponieważ on sam najwyraźniej nie zauważył, że zaraz zniszczy niespodziankę. Najwyraźniej zrozumiał tę, dość mało delikatną aluzję, ponieważ nie odezwał się nawet słowem.

- Spokojnie, Ni. Jeżeli tylko chcesz, to możesz mi pomóc w rozpakowaniu – wzruszył ramionami, przyglądając się szczerze rozbawiony jasnowłosemu. Zdziwił się, kiedy on energicznie zaczął potrząsać głową po poziomej linii. Jednak kierowany ciekawością podszedł do podarunku i zaczął zdzierać z niego papier.

         Kiedy otwierał pudło, Madeleine natychmiast podskoczyła i z szerokim uśmiechem rzuciła się w ramiona swojego chłopaka. Na początku zupełnie nie rozumiał, co się dzieje i jedynie instynktownie przyciągnął ją do siebie. Jednak, kiedy tylko zaciągnął się zapachem jej perfum natychmiast zrozumiał, kogo trzyma w ramionach, a w głowie pojawiła mu się jedna, jedyna myśl – nigdy więcej jej nie wypuszczać i trzymać ją od teraz przy sobie.

4 komentarze:

  1. Nie spodziewałam się tego.
    To jest świetne!
    Przykro mi, że rezygnujesz z pisania.
    Naprawdę masz talent.


    xxAlex

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No włąśnie na razie jeszcze nie rezygnuję. Chodziło mi o to, że jeżeli jednak to zrobię, to wtedy poinformuję o tym na każdym blogu ;p
      na razie mi się do tego nie spieszy ;d

      Usuń
  2. świetny rozdział , czekam na następny :) przy okazji zapraszam do siebie ---> http://dark-desires-hatred-and-creaving.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń