środa, 12 marca 2014

Chapter Ten: “If you win something, what is related to your passion - you are the luckiest man in the world.”

Rozdział Dziesiąty: “Jeśli wygrasz coś, co związane jest z twoją pasją – jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.”

 ~*~
„Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi.”
~Stefan Wyszyński
______________________

            Zacisnęła pięści oraz powieki z całej siły i zaczęła chodzić w te i z powrotem po pokoju. Całe ciało aktualnie drgało jej ze złości, irytacji, ale najbardziej chęci mordu na trzech osobnikach płci nieokreślonej. Jak można było być tak głupim, żeby nie powiedzieć jej, że będzie się ścigać z mordercą, który nie znosi porażki, najlepszym zawodnikiem nielegalnych wyścigów i jej byłym chłopakiem, którego wystawiła do wiatru. Głośny krzyk wydarł się z jej gardła, kiedy nie była w stanie już nad sobą zapanować. Rzuciła wściekłe spojrzenie przyjacielowi i ruszyła w jego kierunku, stawiając duże, pewne siebie kroki. Od razu zaczęła wymachiwać rękami na wszystkie strony, usiłując dostać pięściami jego twarzy.
- Wy na prawde jesteście takimi przygłupami, czy tylko udajecie?! – warknęła, a jej paznokcie zostawiły pierwszy ślad na policzku chłopaka, w postaci sporej, dość mocno krwawiącej szramy. Gareth syknął cicho pod nosem, krzywią się nieznacznie. Już nigdy więcej nie posłucha Allana, kiedy ten będzie doradzać mu, żeby z takimi informacjami dla Madeleine czekał na ostatnią chwilę.
- Spokojnie, Leine! – krzyknął, łapiąc jej nadgarstki i zamykając je w żelaznym uścisku. Przyciągną dziewczynę do siebie, odwracając się tak na kanapie, że to on leżał na niej, unieruchamiając całe ciało dziewczyny. Oczywiście ona dalej się nie poddawała, żywo wymachując nogami, nad którymi on nie był w stanie zapanować.
- Ja ci kurwa dam spokojnie! Czy wy już zapomnieliście, że ten pojebaniec chce mnie do jasnej cholery zabić?! – ustała na chwilę z wyrywaniem się, ponieważ zabrakło jej siły, a i tak nie widziała sensu w dalszej szamotaninie, bo ten debil jest silniejszy od niej.
- David i Allan też będą! Ten kretyn nic ci nie zrobi. – zapewnił, luzując nieznacznie uścisk, gdy do dłoni Madeleine przestała zupełnie dopływać krew, a ich kolor zaczął zmieniać się na siny.
- Zejdź ze mnie. – powiedziała już całkiem spokojna. Sama siebie w tym momencie zadziwiła, że jej wybuch trwał tak krótko. Zazwyczaj chłopaki musiały przed nią spierdalać przez dobrą godzinę, a tu proszę. Piętnaście minut i koniec.
       Przez cały czas, jaki został do wyścigu, starali się ustalić jakąś taktykę. Uznali, że najlepiej będzie, jeśli Madeleine będzie jechać gładko i spokojnie, nie dając się sprowokować swojemu przeciwnikowi. Nawet ona wiedziała, że to byłby dla niej koniec. Miała jednak cichą nadzieję, że dane jej będzie trochę bardziej poszaleć. Równo o godzinie dwudziestej – pół godziny do wyścigu – stawili się na miejscu. Gareth jechała swoim samochodem, który pożyczył od jakiegoś znajomego z Londynu. All i Dav mieli stawić się od razu na wyścigu. Madeleine spięła się nieznacznie, kiedy zaparkowała samochód obok swoich przeciwników. Jak się okazuje nie będą ścigać się we dwójkę. I bardzo dobrze, przynajmniej będzie miała większą pewność, że jej nie zabije. Otworzyła drzwi, zgrabnie wydostając się z pojazdu. Uśmiechnęła się, widząc zdziwienie, wymalowane na twarzach wszystkich zgromadzonych. Nie spodziewali się jej tutaj.
- Proszę, proszę. Czyżby moja najdroższa Madeleine przerzuciła się z dwóch na cztery kółka? – doszedł do niej kpiący głos Mark 'a. Zacisnęła pięści. Już sama jego obecność doprowadzała ją do skrajnej wściekłości, a teraz będzie musiała z nim porozmawiać.
- W twoich marzeniach. – warknęła, odwracając się w jego stronę. Zmierzyła bruneta nieprzychylnym spojrzeniem, spod przymrużonych powiek.
- W moich marzeniach dzieją się trochę inne rzeczy. – bezczelny, prostacki typ! Madi powstrzymała w sobie chęć mordu na osobniku płci nieokreślonej. Nic nie odpowiedziała, tylko usiadła na masce swojego samochodu. Chciała podejść do przyjaciół, których zauważyła w tłumie, ale nie była na tyle głupia, żeby zostawiać pojazd, którym za kilka minut ma się ścigać, na pastwę przeciwnika i największego wroga.
        Kiedy wreszcie nadszedł czas na wyścig Madeleine stanęła na linii startu. Miała zacięty wyraz twarzy, który nie ukazywał żadnych emocji, kłębiących się w jej wnętrzu. Dobrze wiedziała, że to nie będzie łatwa trasa. Popatrzyła po raz kolejny na nawigację, która wyświetlała drogę, jaką ma przejechać. Wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić i odwróciła na moment głowę w prawo, żeby zmierzyć swoich przeciwników wzrokiem. Oni od razu zrobili to samo. Posłała im automatycznie prowokujący uśmiech. Dobrze wiedziała, że igra z ogniem, ale taką znali ją wszyscy tutaj zgromadzeni – nieostrożną i nierozważną. Właśnie za to ją pokochali, a niektórzy znienawidzili.

(pisane z perspektywy Madeleine)
       Całą swoją uwagę skupiłam na roznegliżowanej dziewczynie, stojącej naprzeciw nas. Zaczęła wymachiwać rękami na wszystkie strony, aż w końcu opuściła je z impetem w dół, tym samym dając nam znak, że wyścig się zaczął. Wbiłam pierwszy bieg, dodając gazu. Nie wysuwałam się jednak od razu na prowadzenie. Za kilkadziesiąt metrów będziemy mijać pierwszy zakręt, po którym czeka nas prosta o długości czterech kilometrów – dopiero tam dam konkretny wycisk maszynie, którą kieruję. Zauważyłam, że Mark robi to samo, co ja, ale jedzie parę metrów za mną. Nie spodobało mi się to. Jestem niemalże pewna, że on coś knuje.
       Zwolniłam nieznacznie, żeby wejść gładko w zakręt, a zaraz potem zaczęłam wymijać przeciwników. Aktualnie każdy z nich był moim wrogiem numer jeden – po prostu niektórzy mniej szkodliwi od innych. Zaklęłam pod nosem, kiedy jeden z tych frajerów zajechał mi drogę, przez co musiałam ostro przyhamować. Jego tryumf nie trwał jednak długo, ponieważ już po chwili wyszłam na prowadzenie. Nawigacja ostrzegła mnie o zbliżającej się przeszkodzie w postaci ronda. W ogóle, kto ustalał tak idiotyczną trasę przejazdu. Nie dosyć, że jest na niej od cholery zakrętów, to jeszcze takie niespodzianki. Popatrzyłam we wsteczne lusterko, zauważając, że za mną jedzie tylko jeden samochód. Zupełnie mi się to nie spodobało, ponieważ był to oczywiście Daniels. Zaklęłam pod nosem, wyjeżdżając z tego pieprzonego ronda. Jeszcze tylko kilometr i będziemy w lesie, gdzie wszystkie zasady przestają istnieć.
         Pięć minut później na trasie pojawiły się pierwsze drzewa. Przez niekontrolowany poślizg jadę z brunetem łeb w łeb. Muszę uważać na każdy ruch, bo on usilnie stara się wjechać we mnie bokiem, żebym znalazła się w rowie. Widziałam we wstecznym lusterku, jak co chwilę mówi coś do siebie, ewentualnie rozmawia  kimś przez telefon. Mój wyraz twarzy stał się jeszcze bardziej zacięty. Zapomniałam, że ja również mogę skorzystać z pomocy chłopaków.
- Połącz z David Seamus. – powiedziałam szorstko do samochodu. Po chwili rozległ się w nim odgłos oczekiwania na odebranie połączenia. Tak, razem z Gareth ‘em ulepszyliśmy mój wóz pod każdym możliwym względem, a co za tym idzie, zamontowaliśmy również kierowanie przez głos.
- No nareszcie królewno. – usłyszałam głos przyjaciela. Westchnęłam ciężko nad tym, jak mnie nazwał, ale postanowiłam tego nie skomentować. Usłyszałam podekscytowany głos McColl ‘a, który obwieszczał wszystkim, że „działa, działa”. Jego głupota czasami staje się dołująca.
- Dalej panowie nawigatorzy. Powiedzcie mi jaką mam pewność, że frajer jadący za mną nie ma w zanadrzu nieczystych zagrań. – mruknęłam pod nosem, wbijając szósty bieg. Daniels zrobił to samo. Czy on chociaż raz może nie powtarzać wszystkich moich zagrań?
- Żadnej. – odpowiedział od razu mój przyjaciel. – Nie wiem, czy twoja nawigacja ci to powiedziała, ale masz pół kilometra do przypadkowego samochodu. – usłyszałam, co skutkowało tym, że natychmiast popatrzyłam kątem oka na wcześniej wspomniany przedmiot i zaczęłam dotykać nieprzypadkowych guzików na konsoli. Miałam widok ograniczony dotrzy stu metrów przede mną i urządzenie informowało mnie tylko o zakrętach oraz innych przeszkodach, więc musiałam trochę poprzestawiać, żeby sprawdzić fakt, o którym wspominał Seamus. Kiedy się już upewniłam powróciłam do poprzedniego trybu.
- Mów mi o takich niespodziankach. – zażądałam, w ostatnim momencie zjeżdżając w lewo, żeby nie zderzyć się z rywalem. – Pierdolony idiota. – warknęłam do siebie, zaciskając dłonie na kierownicy.
- Olej go, Madeleine. Zbliżasz się do samochodu. – ostrzegł Allan. Muszą siedzieć wewnątrz pojazdu Davida. On ma tam te wszystkie swoje zabawki.
       Wyprostowałam się w fotelu, kiedy na horyzoncie pojawiła mi się żółta plama. Przynajmniej tyle, że auto ma jaskrawy kolor – łatwiej mi je zobaczyć w tych ciemnościach. Skupiłam całą swoją uwagę na nim. Zwolniłam nieznacznie, czego nie zrobił mój wróg. Zauważyłam, że uśmiecha się z faktu, iż zaczyna mnie doganiać. Na moją twarz wpłyną kpiarski uśmiech. Nie wie o osobówce przede mną. Zjechałam ostro w prawo, kiedy znajdowałam się zaledwie kilka metrów od Volkswagena. Zagryzałam dolną wargę, ponownie rozpędzając samochód. Usłyszałam dość głośny trzask. Frajer wjechał mu w dupę. Zaczęłam się głośno śmiać. Nawet, jeśli wznowi wyścig, to i tak uda mi się zyskać wystarczającą przewagę.
- Na twoim miejscu przestałbym się śmiać i skupił na wyścigu. – usłyszałam rozbawiony głos Davis 'a. Pokręciłam przecząco głową, wchodząc w ostry zakręt. Nie spodziewałam się go, przez co tylne koła zaczęły mi tańczyć. Na szczęści udało mi się to szybko opanować i już po chwili jechałam zupełnie normalnie. – Właśnie o tym mówię. – dodał.
- Oj zamknij się! – warknęłam.
             Do końca zostało mi jeszcze dwa kilometry. Cały czas jechałam sama, ale nie zwalniałam tempa, ponieważ nie chciałam, żeby ktokolwiek z zawodników mnie dogonił. Muszę być pewna swojej wygranej. Cały czas słuchałam wskazówek chłopków i zmieniałam nieznacznie ustawienia na pulpicie. Oczywiście nie obyło się bez sprzeczek i dogryzania sobie, ale właśnie dlatego nasza przyjaźń jest wyjątkowa – potrafimy się zwyzywać od najgorszych, a i tak każdy z nas za drugim skoczyłby w ogień. W pewnym momencie coś zaczęło mi nie grać. Nawigacja samoistnie powiększyła swój zasięg, a światło ostrzegawcze zaczęło migać na czerwono. Nie rozumiem co się dzieje. Przecież wszystko powinno działać bez zarzutu. Dostrzegłam z oddali metę. Automatycznie uderzyłam kilka razy z otwartej dłoni w pulpit, myśląc, że się zawiesił. Jednak to nic nie dało.
- Kurwa. Madeleine przejedź przez tą cholerną metę i spierdalaj! Gliny tutaj jadą! – usłyszałam krzyk przyjaciela. Zaklęłam szpetnie pod nosem. Zrobiłam to, co mi kazał.
       Wybiegłam na chwilę z samochodu i walcząc z upływającym czasem, którego miałam coraz mniej, podbiegłam do gościa, który trzymał moją wygraną. Podał mi ją z szerokim uśmiechem, informując, że obstawiał za mną. Wymusiłam na twarzy sztuczny uśmiech, po czym natychmiast wsiałam do samochodu, rzucając sporych rozmiarów papierową torbę na tylne siedzenie i odjechałam w kierunku domu Horan ‘a. Zaklęłam pod nosem, kiedy zauważyłam naprzeciwko migające światła suki policyjnej. Natychmiast zawróciłam i zmieniłam trasę. Widziałam zdziwione twarze ludzi, którzy obserwowali nasz wyścig, ale aktualnie bardziej obchodziło mnie to, żeby jak najszybciej się stąd zabrać. Jestem pewna, że chłopaki uciekli zaraz po tym, jak David się rozłączył. Nie mam im tego za złe, a nawet wręcz przeciwnie – gratulacje, że w końcu skorzystali z mózgów.
        Starałam się dojechać na główne ulice Londynu, żeby wmieszać się pomiędzy inne samochody. Wiem, że nie będzie to łatwe, ponieważ moje Lamborghini z daleka rzuca się w oczy, ale muszę spróbować. Jedno jest pewne – nie poddam się bez walki. Wpadłam na genialny pomysł. Gliny pewnie przyjadą zaraz do domu mojego przygłupiego braciszka. Jestem pewna, że psy z Mullingar kontaktowały się na mój temat z tymi ze stolicy. Wyłączyłam konsolę, chowając ją pod specjalnym kawałkiem plastiku, który zrobił z niej deskę zwykłego samochodu tej marki. Gratuluję pomysłowości Gareth ‘owi. Rzadko kiedy ma takie przebłyski, ale są naprawdę dobre.
- Połącz z Louisem Tomlinson ‘em. – wydałam polecenie. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Słucham. – odezwał się rozespanym głosem. No tak, jest prawie czwarta w nocy. Czego mogłam się spodziewać, że będzie jadł śniadanie?
- Cześć Louis, robisz coś ciekawego? – zapytałam, wykonując ostry zakręt. Pieprzeni policjanci zorientowali się, że jestem jednym z uczestników wyścigu. Usłyszałam kilka klaksonów, ale postanowiłam nie zwracać na nie najmniejszej uwagi.
- Spałem. – mruknął. Usłyszałam, jak głośno ziewa. Zaśmiałam się pod nosem i pokręciłam głową. Moje rozbawienie zostało jednak bardzo szybko zmienione na przerażenie, kiedy z naprzeciwka wyjechał samochód z kogutem na dachu.
- Kurwa. – wyrwało mi się. Zagryzłam dolną wargę, jadąc prosto na nich. Naciągnęłam na głowę kaptur i nałożyłam okulary przeciwsłoneczne na nos. Ograniczyło to zdecydowanie moją widoczność, ale przynajmniej mnie później nie rozpoznają. Niezgrabnie schowałam brązowe włosy pod materiał.
- Co się stało? – zapytał chłopak, który momentalnie się obudził. Zapomniałam o nim przez tych kilka sekund. Jednak teraz nie mogę się odezwać.

       Skupiłam się całkowicie na gliniarzu, który prowadził radiowóz. Jechaliśmy prosto na siebie, a cały pas po prawej stronie był wolny.  Uśmiechnęłam się półgębkiem, nie spuszczając wzroku z jego twarzy. Zauważyłam na niej wiele emocji. Zdenerwowanie, zdziwienie, przerażenie, a na samym końcu rezygnację, kiedy zwalniał mi drogę. Zaczęłam się śmiać, jak głupia. Pokręciłam głową z dezaprobatą, wbijając ostro szósty bieg i przyspieszając, pomimo, że licznik wskazywał grubo ponad stówkę. 

- Madeleine, do cholery! – obudził mnie zdenerwowany głos Louisa.
- Mogłabym do ciebie przyjechać na chwilę? – zapytałam niewinnie, skręcając w ciemną uliczkę, na końcu której wyjechałam prosto pod wjazd na osiedle chłopaków. Nie zwalniałam tempa, a zatrzymałam się dopiero pod otwartym wjazdem na posesję Tomlinson ‘a.
(pisane z perspektywy trzecio osobowej)
        Ominęła Louisa, który gestem dłoni wskazał jej, że ma wjechać do garażu. Nie protestowała, tylko wykonała jego polecenie. Wzięła do ręki papierową torebkę oraz materiałową torbę i wyszła z samochodu. Uśmiechnęła się szeroko do chłopaka, ściągając kaptur oraz okulary. Podeszła do rejestracji z przodu, po czym zdjęła ją, zamieniając na wyjętą z torby. To samo zrobiła z drugą, a opakowanie z nich wrzuciła ze starymi na jedno z przednich siedzeń. Prowadzona przez chłopaka udała się w kierunku wejścia do jego domu. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy przez okno salonu zauważyła przejeżdżający radiowóz.
- Słuchaj. Zanim ci cokolwiek wytłumaczę, to proszę daj mi jakąś twoją koszulę, żeby to wyglądało tak, jakbym u ciebie spała. – poprosiła, chowając papierową torebkę do zamrażarki. Nic nie odpowiedział, tylko pokiwał głową i zaczął wdrapywać się na schody. Bez najmniejszego słowa powędrowała za nim.
       Kiedy w jej rękach pojawił się delikatny materiał czarnej koszulki poszła do łazienki, której położenie wskazał jej Louis. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Nagle naszły ją pewne przemyślenia, co do przeprowadzki, którą chce odbyć podczas nieobecności chłopaków. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że takowa się odbędzie, ale nie jest już tak pewna w kwestii, czy ma komukolwiek o tym powiedzieć. W tym momencie, w jej nieznośnym umyśle, przewinął się obraz pewnego przystojnego bruneta. Mimowolnie zagryzła dolną wargę. Od jakiegoś czasu on jej cały czas usiłuje pomóc. Zupełnie nie rozumie dlaczego. Przecież jest wredną suką i na każdym kroku wyzywa jednego z jego najlepszych przyjaciół. Jakby tego było mało, to całuje się z nią. Madeleine nie wie, co ma o tym wszystkim myśleć. Wzdrygnęła się, kiedy z prysznica poleciała zimna woda. Od razu zakręciła wszystkie kurki i owinęła się ręcznikiem.
       Zeszła po woli po schodach. Miała na sobie jedynie bieliznę oraz koszulkę, którą wcześniej dostała od chłopaka. Nie wiedziała na początku, co ma robić, ale przyciągnął ją grający telewizor. Stanęła w wejściu do salonu, a na jej twarz mimowolnie wpłynął szeroki uśmiech. Louis spał słodko na kanapie w pozycji siedzącej. Jego lekko uchylone usta kusiły, a wyciągnięta dłoń cały czas trzymała pilota. Madeleine przekręciła głowę w prawo, krzyżując ręce pod piersiami i oparła się barkiem o framugę. Nie miała sumienia go obudzić. Mimo wszystko ona też je posiada. Na palcach, stawiając zgrabne, delikatne kroki, podeszła do niego i wyjęła trzymany przedmiot, po czym odłożyła go na drewniany stolik do kawy. Zagryzła dolną wargę. Nie mogąc się powstrzymać, odgarnęła mu z twarzy kosmyk włosów. Natychmiast cofnęła rękę, kiedy się poruszył. To zadziwiające, jak on na nią działa. Jeszcze nigdy nikomu nie udało się tak łatwo do niej zbliżyć, a on zrobił to tak naprawdę na samym początku ich krótkiej znajomości.
       Podniosła niechętnie wzrok słysząc, jak o parapet zaczynają uderzać ciężkie krople deszczu. Westchnęła ciężko. Jutro pewnie cały Londyn będzie w kałużach, a na ulicach utworzą się małe „strumyki” do studzienek kanalizacyjnych. Nie lubiła takiej pogody, bo dołowała wszystkich dookoła, a jej samopoczucie stawało się wyjątkowo wisielcze. Popatrzyła na zegarek w kuchni, otwartej na salon. Wskazywał wpół do piątej. Za chwil powinno robić się już jasno. Nie wiedząc, co ma zrobić, usiadła obok Louisa i położyła głowę na jego kolanach. Zaczęła wpatrywać się beznamiętnie w grające pudło. Zmęczona wszystkimi wydarzeniami ostatnich kilku godzin, nie zauważyła kiedy jej umysłem zawładnął sen.
~*~
 Dziś dodaję wcześniej, bo zaraz będę musiała wyjść. 
Nie wiem, czy mam tutaj coś do powiedzenia, ale nic ważnego sobie nie przypominam, tylko reklamę, ale to na koniec. 
No nic, ciepełko wróciło, a ja spadam ;d
Pozdro, Jes. xx

Rozdział Jedenasty w sobotę = 15 (waszych) komentarzy 
Nie obrażę się za komentarze xd

16 komentarzy:

  1. Super rozdział! Nie dawno trafiłam na to opowiadanie, przeczytałam je w jedną noc, bo jak już zaczęłam to musiałam je skończyć. Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oxibwhxhsbjsjsj. Cuuudenkooo!! :)
    Ohhhh. Kochaaam to!!
    @luvmyniallers

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuu było blisko i by ją złapali ale dała radę awww i to u louisa jestem ciekawa co będzie dalej czekam z niecierpliwością na next :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam się szczerze, że 1D to nie moje klimaty, ale opowiadanie jest tak interesujące, że nie mogłam się powstrzymać przed przeczytaniem całego rozdziału. Resztę niestety muszę nadrobić, ale wiem już, że nie zapomnę o tej stronie.
    Ciekawy pomysł - to przede wszystkim. Nie potrafiłabym opisać wyścigów, a czytając co zamieściłaś wyżej, miałam wrażenie, że cały czas jestem obok bohaterki i przeżywam z nią to wszystko. Minusem jak dla mnie są wulgaryzmy. Uważam, że w tekstach literackich takich jak opowiadania, nie powinno być takowych słów. Oczywiście jak kto woli.
    Czekam na ciąg dalszy.

    http://ztamtejstronyjeziora.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest!!! boże ten rozdział jest taki fdgrtjykghsgrs kocham to opowiadanie oby jeszcze więcej takich wyścigów i może mała kłótnia z Horankiem?

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny. To słodkie, że Madi tak lubi Louisa. ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Louis i Madi <3 najbardziej lubie sceny z nimi :) boska scena z tym, jak do niego zadzwonila ^^ plzdrawiam i czekam na nastepny c:

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny:) Twój blog, każdy rozdział, przypomina mi o Paulu i F&F szczególnie z te gify z wyścigów, zresztą niektóre są właśnie z tej serii filmów.
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział świetny!
    Lecę czytać prolog twojego nowego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne ! Czekam z niecierpliwoscia no !:D <3 KOOCHAM TO

    OdpowiedzUsuń
  11. Moim zdaniem wulgaryzmy dodają smaczku do opowiadania :D Oby tak dalej dziewczyno, bo opowiadanie jest świetne C:

    OdpowiedzUsuń
  12. Boski czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowny rozdział, nie mogę się doczekać nexta <3

    OdpowiedzUsuń