środa, 2 kwietnia 2014

Chapter Sixteen: “Mom tell you the truth.”

Rozdział Szesnasty: “Mama prawdę ci powie.”

~*~

            Czerń i pustka, to jedyne co ją w tej chwili otaczało. Twarz dziewczyny przyozdabiało jedynie całkowite zrezygnowanie. Znów jest w tym cholernym miejscu, z którego nie ma żadnej ucieczki. Może tylko wisieć w bezkresnej przestrzeni i czekać, aż w końcu odzyska całkowitą władzę nad wszystkimi swoimi kończynami. Chociaż … Czy aby na pewno tego chce? Przecież swoim życiem zniszczyła nie jedno inne. Niall, Zayn, przyjaciele z Mullingar, tata, Maura. Oni na pewno byliby szczęśliwi, gdyby teraz jej płuca oddały ostatnie tchnienie, a serce zaprzestało swojej pracy. Jednak najbardziej chodziło jej o Louisa. Już dawno zauważyła, że uczucie, jakim go obdarzyła jest zupełnie czymś innym, niż sympatia. Ona po prostu pierwszy raz się zakochała. Dlaczego wtedy go nie posłuchała i wzięła udział w tym cholernym wyścigu?! Przecie teraz mogłaby siedzieć z nim na kanapie i oglądać jakąś komedię, na którą i tak nie zwracaliby uwagi. Zamrugała kilkakrotnie, żeby przywołać w nicości obraz uśmiechającego się chłopaka. Westchnęła ciężko, kiedy obrazy z przeszłości zaczęły przewijać się w jej umyśle. Nie próbowała jednak ich zatrzymać; była na to zbyt słaba.

Mullingar, 30 października 2010 roku (kontynuacja wspomnienia)

- Nie ma czego opowiadać. Po prostu moi rodzice rozwiedli się, a tata ze mną przeprowadził tutaj, do Irlandii. Naprawdę pochodzę z Londynu, gdzie zostawiłam wszystko to, co kocham. Przed rozwodem też nie było kolorowo. Mama i ojciec na każdym kroku kłócili się o wszystko zapominając o tym, że mają dziecko. – powiedziała, nie patrząc na żadnego z nich. Nie miała w sobie na tyle odwagi.

- Hej, jak chcesz to możemy ci pokazać nowe rzeczy, które pokochasz! – wypalił chłopak z czarnymi włosami. – Najpierw trzeba się tylko poznać! Jestem Gareth, ten grubas to David, a trzeci ma na imię Allan. – mówił bardzo chaotycznie, czym wywołał szeroki uśmiech na twarzy dziewczyny.

- Nazywam się Madeleine Davies. – mruknęła cichutko, tak że ledwo co usłyszeli.
Londyn, 6 października 2014 roku

            Tak właśnie poznała chłopaków. Dalej ma im za złe, że od początku nie uwierzyli w prawdziwość jej słów, kiedy mówiła o swoim beznadziejnym życiu. Przecież nie każda piętnastolatka nie wie nic na jego temat. Z resztą, jak widać na załączonym obrazku ona wiedziała bardzo wiele, zbyt dużo. Odchyliła głowę do tyłu, zamykając powieki. Do dziś dnia dziękuje Bogu i wszystkim świętym za to, że ich wtedy spotkała. Jest niemalże pewna, że wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie oni. Mimo wszystko podobało jej się wszystko, co dotąd robiła.

            Nagle poczuła, jak dookoła niej robi się niewyobrażalnie zimno. Opatuliła swoje ciało rękami, pocierając dłońmi o ramiona, żeby choć trochę się ogrzać. Nie miała pojęcia, o co chodzi. Przecież, kiedy ostatnio po wypadku leżała w szpitalu nic takiego się nie stało. Po prostu bolała ją głowa i tyle. Gwałtownie odwróciła się w tył, gdy tyko zauważyła, jak cała przestrzeń zaczyna się rozjaśniać. Przymrużyła oczy widząc, kto zmierza w jej stronę. Mama. Poderwała się z kolan i zaczęła biec w kierunku kobiety, która czekała na nią z rozłożonymi rękoma. Rzuciła się na jej szyję ze łzami w oczach i szerokim uśmiechem, przyozdabiającym bladą twarz.

- Zawiodłam się na tobie, córeczko. – usłyszała w pewnym momencie. Odsunęła od siebie matkę, żeby popatrzyć prosto w jej błękitne oczy. Były przepełnione czymś, co mocno zakuło szatynkę – smutkiem i zawiedzeniem.

~*~

            Nie poszedł wczoraj do szpitala; nie był w stanie. Jeżeli tylko popatrzyłby na bezwładne, blade ciało dziewczyny, to od razu musieliby szykować łóżko i dla niego. On nie jest w stanie bez niej przeżyć. Właśnie siedział w swoim ulubionym, londyńskim barze i pił trzecie piwo z rzędu. Jego przyjaciele pojechali do szatynki i bardzo się z tego cieszył. Przynajmniej będzie mógł chwilę pomyśleć sam – w zupełnym spokoju. Poczuł, jak ktoś kładzie dłoń na jego udzie i zaczyna po woli sunąć nią do góry. Odwrócił się w kierunku niebieskookiej blondynki, która do twarzy miała przyklejony kokieteryjny uśmiech. Twarz dziewczyny przyozdabiały jedynie skąpe ciuchy, których tak naprawdę mogłoby w cale nie być. Przewrócił oczami nie zważając na nią. Była zupełnym przeciwieństwem Madeleine.

- Chodź ze mną, a zapomnisz o niej. – wymruczała mu do ucha, zatrzymując dłoń bardzo wysoko. Zmrużył oczy, przyglądając się uważnie jej wytapetowanej twarzy. Czy chciał zapomnieć?

            Bez ostrzeżenia wpił się w pełne wargi blondynki, nie zważając na choćby odrobinę delikatności. Załapał za oparcie krzesła i przysunął je bliżej siebie, kładąc jedną dłoń w talii dziewczyny, a drugą wplótł w długie włosy. Obserwował zadowoloną twarz dziwki, bo inaczej nie dało się jej nazwać. Wiedział, że sprawia niebieskookiej niesamowitą radość faktem, że udało jej się „wyłowić” kolejnego bezmyślnego głupca, który przyszedł tutaj tylko w jednym celu. Jednak, czy Louis był głupcem? Czy Tomlinson chciał zapomnieć o dziewczynie, która sprawiła, że zakochał się w niej? Przeniósł dłoń na odkryte plecy długowłosej. Poczuł, jak łapie go za rękę, a chwilę później zaczyna prowadzić w stronę pokoi. Nie protestował, był jak szmaciana lalka, którą można przestawiać z kąta w kąt. Wypełniał każde nieme polecenie dziewczyny.

            W pewnym momencie wprowadziła go do jakiegoś pustego pokoju, w którym znajdowało się tylko jedno łóżko. Z lubieżnym uśmiechem na ustach pchnęła Louisa tak, że zderzył się delikatnie plecami ze ścianą. Kilka sekund później obejmował już blondynkę, całując się z nią zachłannie. Jednak to nie było to, co czuł z Madeleine. Żadnych dreszczy, ciarek czy jakiegokolwiek innego uczucia, ale cały czas odwzajemniał pocałunek. Niebieskooka włożyła dłonie pod jego koszulkę i zaczęła ją po woli ściągać. Nie protestował, podnosząc ręce do góry. Pchnął ją na łóżko, obsypując dekolt drobnymi pocałunkami.

            I właśnie wtedy w jego umyśle pojawiła się Madeleine. Uśmiechnięta dogryzała Horan ‘owi, kiedy ten nie chciał jej na coś pozwolić i czerwieniał na twarzy, bo nie mógł sobie z nią poradzić. Każde wspomnienie szatynki sprawiało, że czuł bezwarunkowy uśmiech na twarzy, który mógłby tam pozostać na wieki. Serce i oddech przyspieszały pracy, a umysł wręcz przeciwnie – głupiał. Zamrugał kilkakrotnie, przypominając sobie zdjęcia motoru z porannej gazety. Był całkowicie zniszczony. Zacisnął mocniej powieki, sięgając ustami ucha dziewczyny pod nim.

- Przykro mi skarbie, nie chcę zapominać. – wymruczał, przygryzając jego płatek. Podniósł się z niej, odszukał swojej koszulki i szybko opuścił bar.

            Nie mógł, nie był w stanie zrobić tego Davies. Uczucie, jakim obdarzył dziewczynę było zbyt silne, żeby od tak po prostu zapomnieć o nim na te kilka godzin, a potem wrócić do poprzedniego stanu „wielkiego zakochania”, nie! On nie potrafił już dłużej bez niej wytrzymać! Przyspieszył kroku, po chwili biegnąc. Na cel obrał sobie tylko jedno miejsce – szpital. Od dziś nie będzie z niego wychodził, do póki Madi się nie obudzi. A jak już nigdy więcej nie będzie mógł z nią porozmawiać? To jego życie również się skończy.

~*~

- Co to znaczy, że cię zawiodłam? – zapytała słysząc, jak głos jej się załamuje. Zawsze chciała pokazać rodzicom, od jakiegoś czasy tylko matce, że jest gotowa na dorosłe życie i potrafi sama o siebie zadbać, a słowa, jakie przed sekundą usłyszała sprawiły, że niewidzialny miecz przebił serce Madeleine. A przecież miało być z kamienia.

- Pamiętasz, jak powiedziałam ci, że wszyscy chcę twojego dobra? – zapytała, na co dziewiętnastolatka pokiwała głową. – Nie postarałaś się nawet ich zrozumieć. Za każdym razem odtrącałaś pomoc Niall ‘a,  a na sam koniec odprawiłaś z kwitkiem chłopaka, któremu naprawdę na tobie zależy. – kontynuowała. Z każdym wypowiedzianym słowem na twarzy szatynki pojawiały się nowe łzy, nad którymi nie była w stanie zapanować. Wplotła palce w swoje długie włosy i zaczęła za nie z całej siły ciągnąć, upadając na kolana.

- Ty nic nie rozumiesz! – krzyknęła w końcu, podnosząc zapłakaną twarz w kierunku delikatnie uśmiechającej się mimo wszystko kobiety. – Oni też nic nie rozumieją! Ja .. Ja się zmieniłam. Już nie jestem tą samą Madeleine, co kiedyś. Teraz jestem zupełnie inna. Silniejsza, potrafię poradzić sobie ze wszystkim. – mówiła, jakby była w amoku, nawet nie zwracała uwagi na wypowiadane słowa, które samoistnie wychodziły z jej ust. Objęła się ramionami.

- Madi, ja wszystko rozumiem! Zawiedliśmy cię z tatą! Myśleliśmy tylko o sobie, zapominając po drodze o najważniejszej osobie w naszym życiu. – z każdym słowem podchodziła coraz bliżej swoje córki i już miała się do niej przytulić, kiedy nastolatka wystawiła przed siebie rękę z otwartą dłonią.

- Nie podchodź do mnie. – obrzuciła kobietę tak nienawistnym spojrzeniem, że ta aż postawiła krok do tyłu. – Nienawidzę was wszystkich. Ciebie, ojca, Niall ‘a, Zayn ‘a i wszystkich. Nikt nie potrafi zrozumieć, że ja mam pierdolone uczucia. I chociażby nie wiem, jak miała się starać, to się ich nie pozbędę! A wy wszyscy na każdym kroku depczecie po nich, jakby były kupą piachu, niczym więcej. Czymś bez znaczenia. Jedynie Louis, on naprawdę chciał mnie zrozumieć, a ja tak po prostu się na niego wypięłam. – jęknęła, pochylając się do przodu i zakrywając twarz dłońmi. Nie hamowała spazmatycznego szlochu, który co chwilę wydobywał się z jej ust. Ona musi coś zrobić, żeby go przeprosić. Nawet, jeśli miałaby to być ostatnia rzecz w jej gównianym życiu.

- Jeszcze nie jest za późno. – usłyszała delikatny głos kobiety, który przepełniony był niesamowitym smutkiem.

~*~

- Co z nią jest? – zapytał, wpadając na oddział, gdzie aktualnie przebywała szatynka. Popatrzył wyczekująco na Liam ‘a, który jako jedyny stał na korytarzu. Zdziwił się, kiedy nie zobaczył reszty przyjaciół. Wydawało mu się, że wszyscy tutaj przyjechali.

- Szukają cię. – mruknął w odpowiedzi chłopak. Szatyn popatrzył na niego z rezygnacją.

- Jestem dorosły, sam sobie potrafię pomóc. – warknął, po czym odwrócił wzrok w kierunku szyby, za którą leżała jego drobna Madeleine.

            Kiedy tylko ją zobaczył kolana natychmiast się pod nim ugięły. Leżała taka drobna, podpięta do tych wszystkich pikających urządzeń. Nie rozumiał nic z tego, co pokazują, ale nawet go to nie obchodziło. Liczyła się tylko dziewczyna, której kolor skóry niemalże zlewał się ze śnieżnobiałą, szpitalną pościelą. Poczuł, jak oczy pieką go od nadmiaru nagromadzonych w nich łez. Na twarzy szatynki znajdowały się pojedyncze zadrapania, a na lewym ramieniu widniał sporych rozmiarów gips. Miała również na sobie niezliczoną ilość siniaków i drobnych krwiaków. Oparł dłonie i czoło o szkło. To on powinien tam leżeć, a nie ona! Zacisnął pięści i powieki. Odwrócił się w kierunku zamyślonego przyjaciela. Przyglądał mu się z nieukrywaną ciekawością.

- Mogę do niej wejść? – zapytał cicho. W odpowiedzi Liam pokiwał mu tylko twierdząco głową i skrzyżował ramiona.

            Już na nic więcej nie czekał, tylko w tempie natychmiastowym znalazł się w niewielkim pomieszczeniu i usiadł na metalowym krzesełku. Nie hamował już słonej wody, która obficie spływała po jego zaróżowionych od biegu policzkach. Chwycił drobną, chłosną dłoń Madi w swoje, duże i ciepłe, po czym zaczął dotykać jej delikatnie ustami. Kilka sekund później rozłożył ją i przyłożył do swojej mokrej, również od potu, twarzy. Zaczął jeździć nią w dół i w górę, uśmiechając się do siebie delikatnie. Zachowywał się, jak prawdziwy szaleniec. Jednak to właśnie nim był. Ogłupiał z miłości do dziewczyny, która w każdym momencie może go opuścić.

- Walcz. – wyszeptał ledwo słyszalnie. – Zrób to dla mnie, dla siebie. – Każde słowo, wypowiedziane w przestrzeń raniło jego uszy. Zamknął oczy, kładąc głową obok ciała dziewczyny. Prawdziwy świat zaczął po woli mało go interesować, a już po chwili go opuścił. Nie wie, czy zemdlał, czy po prostu usnął, bo już nic potem nie pamięta.

24 komentarze:

  1. Boże nie strasz tak więcej bo prawie zawału dostałam pomyślmy za co masz tyle wejść no ja nie wiem może za ten zaje.... fajny blog itp :) czekam na next i dużo weny życzę
    Ps wcale nie jest gówniany rozdział jest smutny po prostu

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajefajny blog kocham to !! Biedny Lou. :'( :'(

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo twój blog jest zajebisty ;D
    Masz szczęście, że Louis się ogarnął, bo jak nie to krucho by z tobą było...
    Mam nadzieję, że ta rozmowa z mamą jakoś do niej trafi i dziewczyna zastanowi się nad tym co robiła innym, jaki ich traktowała (mam na myśli tych którzy byli wobec niej szczerzy i którym zależało na jej dobru)
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudownie piszesz!
    To mój pierwszy komentarz, więc podsumuję wszystko.
    Masz talent i to wielki. Ładne przedstawienie postaci.
    Cudo, kocham itp.
    Następny, proszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. nie gadaj głupot jest cudowny xD za co tyle wejsc ? Proste xD bardze fajnie piszesz wgl twoje opowiadania są takie fajne , i się je tak czyta i jest się zainteresowanym bo nie raz na innych blogach nawet do połowy nie dojde rozdziału a już nie chce mi się czytać :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Co gadasz jakieś głupoty?! Rozdział jest...świetny. Naprawdę. Taki inny, ale i tak genialny. ♥
    Byle do soboty! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. zadne gowno! jak zwykle genialny <3

    OdpowiedzUsuń
  8. rozdział jest genialny! już nie mogę doczekać się następnego! :) xx @xxhemmings69

    OdpowiedzUsuń
  9. JUż czekam na kolejny pozdrawiam ;) xoxo

    OdpowiedzUsuń
  10. genialne ! Uwielbiam to opowiadanie ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow! Świetny rozdział! Wbrew temu co mówisz wcale nie jest jakiś mega krótki :) Ten blog ma tyle wyświetleń, bo masz mega talent i to opowiadanie jest cudowne, nie wiem o co się pytasz. Myślałam, że to oczywiste :**
    Czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  12. omg.
    Omg.
    OMG.
    O M G.
    O M G !!!
    MEG! :o

    OdpowiedzUsuń
  13. Może trochę nudny, ale potrzebny i taki raz na jakiś czas. Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie jest krótki... ale wiem jak to jest. Każdy ma własne zdanie na temat długości...
    Ten rozdział był genialny... podobają mi się takie rozdziały, ponieważ w nich można zobaczyć jak bohaterowie to przeżywają :D
    To na górze to nie jest żadne gówno tylko świetny rozdział :*
    Czekam z niecierpliwością na następny ^^
    Edzia
    my-universe-will-never-be-the-same-33.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam nadzieję, że dodasz mimo że nie będzie 20 komów.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow dziewczyno!! Chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń
  17. Jej... Ale jak będzie 18 to też dodasz? :)

    OdpowiedzUsuń
  18. O matulu, megaaa smutny ;c, bardzo Cie prosze nie rób nic złego Madeleine :c kocham twojego bloga ♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  19. Zapomniałam!! zapomniałam skomentować :( sory z głowy mi wyleciało
    a więc tak rozdział super nie żadna chała :) czy krótki...troszkę krótszy niż inne ale muszą być też takie :)
    czekam na następny :) żeby była nadal suką....hahahahaha
    weny życzę :)
    @xellieg

    OdpowiedzUsuń
  20. Jest sobota, 21 komentarzy, a rozdziału jeszcze nie ma!
    Ja się pytam dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest sobota, 22 komentarze i godzina 14:58. Albo mi się wydaje, albo mam jeszcze 9 godzin i 2 min? Bez obrazy, ale przydałaby się cierpliwość xx

      Usuń
  21. Sjhshsususjsj. Zajebisty. Zajebisty i jeszcze raz zajebisty!!!!! ;) cudowneee! <3 biore sie za czytanie nastepnego rozdzialu! :))
    @luvmyniallers

    OdpowiedzUsuń